Relacje są jednym z najważniejszych i jednocześnie najtrudniejszych obszarów naszego życia. To właśnie w nich najczęściej uczymy się odpowiedzialności za siebie, swoje decyzje i własne granice.
W codziennym życiu często stajemy przed trudnymi wyborami. Czy zadbać o własny spokój, czy chronić komfort drugiej osoby? Czy powiedzieć prawdę, ryzykując konflikt, czy przemilczeć coś, by uniknąć napięcia? Czy postawić granicę, czy po raz kolejny się dopasować?
To nie są łatwe decyzje, szczególnie jeśli przez lata uczyliśmy się, że mamy być mili, wyrozumiali i nie sprawiać problemów. Wiele osób dorastało w przekonaniu, że potrzeby innych są ważniejsze niż ich własne.
Problem pojawia się wtedy, gdy za pozorny spokój płacimy wysoką cenę. Zmęczeniem, stresem, napięciem w ciele, bezsennością, utratą energii i coraz większym oddaleniem od siebie.
Prawdziwa odpowiedzialność za siebie zaczyna się w momencie, gdy uznajemy, że nie jesteśmy odpowiedzialni za emocje innych ludzi. Jesteśmy odpowiedzialni za własne wybory, granice i uczciwość wobec samych siebie.
W pracy systemowej często obserwuję, że relacje stają się lustrem. Pokazują miejsca, w których nadal rezygnujemy z siebie, by zdobyć akceptację. Odsłaniają lęk przed odrzuceniem oraz potrzebę zasłużenia na miłość poprzez bycie „wystarczająco dobrym”.
To dlatego relacje są tak cennym nauczycielem. Nie pokazują nam wyłącznie tego, jacy są inni ludzie. Pokazują przede wszystkim, gdzie jeszcze nie stoimy po swojej stronie.
Choć bywa to bolesne, właśnie tam często zaczyna się prawdziwa dojrzałość.
Wiele osób mówi: „Nie jestem teraz w relacji”.
Z perspektywy systemowej warto spojrzeć na to szerzej. Można nie być w związku partnerskim, ale nie można żyć bez relacji.
Jesteśmy w relacji ze swoim ciałem. Widać to po tym, jak reagujemy na zmęczenie, chorobę i własne potrzeby.
Jesteśmy w relacji z pracą. Z pieniędzmi. Z rodzicami. Z własną historią, wspomnieniami i marzeniami.
Przede wszystkim jednak jesteśmy w relacji ze sobą. To właśnie ta relacja często wpływa na jakość wszystkich pozostałych.
Dlatego okres życia bez partnera nie jest czasem „bez relacji”. Wręcz przeciwnie. To często moment, w którym najłatwiej zobaczyć, jak naprawdę traktujemy samych siebie.
Czy potrafimy być dla siebie życzliwi? Czy szanujemy własne granice? Czy ufamy sobie? Czy umiemy zostać ze sobą w ciszy?
Jakość relacji partnerskiej rzadko powstaje dopiero w związku. Najczęściej jest konsekwencją relacji, które już istnieją w naszym życiu.
Osoba pozostająca w konflikcie ze sobą wcześniej czy później wniesie ten konflikt do relacji z drugim człowiekiem. Natomiast człowiek, który nauczył się budować zdrową więź ze sobą, zwykle tworzy zdrowsze relacje również z innymi.
System nie pyta, czy jesteś w związku.
Pokazuje natomiast, jak funkcjonujesz w relacji. Czy jesteś blisko siebie. Czy potrafisz przyjmować i dawać. Czy pozostajesz w kontakcie, gdy pojawiają się trudności.
Wiele osób mówi, że szuka miłości. Kiedy jednak przyjrzymy się temu głębiej, okazuje się, że często szukamy czegoś więcej.
Pragniemy poczuć bezpieczeństwo. Chcemy być ważni, zauważeni i wybrani. Chcemy uwierzyć, że jesteśmy wystarczający.
To naturalne potrzeby.
Trudność pojawia się wtedy, gdy zaczynamy oczekiwać, że druga osoba wypełni nasze braki, ukoi lęki lub nada nam poczucie własnej wartości.
W takim momencie przestajemy szukać relacji. Zaczynamy szukać ratunku.
A to zasadnicza różnica.
Osoba szukająca relacji jest ciekawa drugiego człowieka. Osoba szukająca ratunku skupia się głównie na tym, czego jej brakuje.
Dlatego tak często zakochujemy się nie tylko w człowieku, ale również w emocjach, które przy nim odczuwamy. W nadziei, marzeniu i obietnicy, że nasze życie stanie się inne.
Dopiero z czasem zaczynamy spotykać prawdziwą osobę. Z jej historią, ograniczeniami, lękami i własnymi potrzebami.
W ustawieniach systemowych często widzimy, że przyciągają nas osoby, przy których ujawniają się nasze niezaspokojone potrzeby, dawne rany i głębokie tęsknoty.
Nie po to, aby ktoś nas naprawił.
Po to, abyśmy mogli zobaczyć to, co domaga się naszej uwagi i uzdrowienia.
Relacja nie jest miejscem, w którym druga osoba daje nam wszystko, czego wcześniej nie otrzymaliśmy.
Relacja jest miejscem spotkania z prawdą o sobie. O swoich lękach, pragnieniach, tęsknotach i schematach, które nosimy od lat.
Dlatego czasem nie tęsknimy za konkretnym człowiekiem. Tęsknimy za uczuciami, których przy nim doświadczaliśmy.
To nie jest to samo.
Można spędzić z kimś wiele lat. Mieszkać razem, rozmawiać codziennie i znać wszystkie szczegóły jego życia.
A mimo to nigdy nie spotkać tej osoby naprawdę.
Relacja nie powstaje dzięki upływowi czasu. Powstaje dzięki obecności.
Dzięki gotowości zobaczenia drugiego człowieka takim, jaki jest, a nie takim, jakim chcielibyśmy go widzieć.
Wiele osób nie cierpi z powodu braku ludzi wokół siebie. Cierpi z powodu braku prawdziwego spotkania.
Pragnie być wysłuchanym bez oceniania. Zobaczonym bez poprawiania. Przyjętym bez konieczności zasługiwania na miłość.
Dlatego czasem bardziej samotni czujemy się obok kogoś niż wtedy, gdy jesteśmy sami.
Samotność nie zawsze wynika z braku ludzi. Często wynika z braku autentycznego kontaktu.
Z perspektywy systemowej wiele osób próbuje utrzymać bliskość za wszelką cenę. Dopasowuje się, ukrywa część siebie, milczy lub rezygnuje z własnej prawdy.
Wtedy relacja może nadal istnieć formalnie. Może być związek, małżeństwo czy rodzina.
Jednak stopniowo znika prawdziwe spotkanie.
A bez niego bliskość staje się jedynie fizyczną obecnością.
Prawdziwa relacja zaczyna się wtedy, gdy możemy być sobą i jednocześnie pozostać w kontakcie z drugim człowiekiem.
To jedna z najrzadszych i najpiękniejszych form bliskości, jakich możemy doświadczyć.
Bo zdrowa relacja nie wymaga rezygnacji z siebie.
Przeciwnie. Zaprasza nas do tego, byśmy byli coraz bardziej sobą.
Facylitatorka ustawień systemowych metodą Hellingera,Ewelina Sornat
Podpowiedź:
Możesz usunąć tę informację włączając Plan Premium